



Sądząc po ilości zapytań mailowych odnośnie wianków i statystyk słów kluczowych oraz wyszukiwania mojego bloga, wiedza na temat wianków jest w maju bardzo pożądana ;-)). Postanowiłam więc uchylić rąbka tajemnicy i przygotowałam kilka słów przepisu wykonania jednego z typów wianków, w moim mniemaniu chyba najpopularniejszego i najbardziej uroczego.
Znając obwód głowy dziecka (najczęściej jest to obwód tzw. kapelusza, czyli od czoła nad uszami w stronę potylicy) przygotowujemy zielony, powlekany drut florystyczny (najlepsza grubość to 0,8) potrzebnej długości i zakańczamy go pętelkami. Po owinięciu taśmą florystyczną, żeby nie był zbyt śliski i za cienki, możemy przygotować sobie kwiaty i zieleń. Ja używam najrozmaitszych drobnych kwiatów wybranych ze względu na biały kolor i sprawdzoną trwałość bez dostępu do wody - gipsówkę, kalanchoe, drobne chryzantemki o "stokrotkowatym" kształcie, konwalie, płatki dużych goździków. Dodatkiem zielonym jest zazwyczaj tradycyjny mirt, który nie dość, że miło pachnie, to na dodatek ma drobniutkie zielone listki (nie zwiększające przestrzennie wianka) i jest bardzo trwały. Czasem stosowane są też szparagi pierzaste lub ruskus włoski.
Zależnie od tego jak szeroki wianek chcemy przygotować wybrane kwiaty i zieleń przycinamy krótko i pęczkami dowiązujemy nitką lub cieniutkim drucikiem do drutu konstrukcyjnego. Staramy się, by wianek na całej swej długości był w miarę jednakowej szerokości i gęstości, a od strony wewnętrznej był wykończony tak, by nic nie kłuło w głowę po założeniu. Gotowy można przechowywać nawet przez kilka dni w lodówce (w jej najcieplejszym, czyli najbardziej oddalonym od zamrażalnika miejscu), zapakowane w szczelne plastikowe pudełko, na wilgotnym kawałku ręcznika papierowego. Być może nie uda się by przetrwał cały biały tydzień, ale kilka dni na pewno. Pętelki na zakończeniach mogą służyć do sczepienia lub do dowiązania wąskiej wstążki, której końce mogą swobodnie zwisać wśród loków.
Alternatywą dla pełnych wianków są ich fragmenty (tzw. półwianki - tak, wiem brzydkie słowo, ale nie umiem w tej chwili znaleźć dla niego synonimu), takie jak na zdjęciach poniżej i powyżej, które nosić można jak opaskę, a końce wstążki zawiązać pod rozpuszczonymi włosami.


